Maria Wanda Bourdon (1890 - 1983)

Zasłużona nauczycielka i działaczka społeczna w Pysznicy, obdarzona wieloma uzdolnieniami, humanistka o szerokich zainteresowaniach intelektualnych, władała kilkoma językami europejskimi, posiadła też znajomość greki i łaciny, uzdolniona artystycznie: miała absolutny słuch muzyczny, który pozwolił jej na opanowanie gry na skrzypcach, fortepianie i organach, odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Urodzona dnia 17 września 1890 r. w Przemyślu.
Zmarła w sierpniu 1983 r. w Pysznicy, spoczywa na miejscowym cmentarzu parafialnym.

Dzieciństwo i młodość
M. W. Burdon urodziła się w Przemyślu i tam ukończyła szkołę wydziałową prowadzoną przez siostry benedyktynki, a następnie żeńskie Seminarium Nauczycielskie. We wrześniu 1909 r. Młoda, nieobeznana z życiem na wsi nauczycielka znalazła się w starej puszczańskiej, królewskiej wsi Pysznica rozpoczynając pracę w miejscowej szkole.
Pełna ideałów nauczycielka od pierwszej chwili swego pobytu w Pysznicy urzeczona została miejscem swej pracy i szybko nawiązała z ludźmi serdeczne kontakty, co sprawiło, iż na stałe wrosła w to środowisko.

Działalność społeczna i zawodowa
Przez cały okres swej pracy była sercem i duszą wielu inicjatyw społecznych, kulturalnych i gospodarczych. Organizowała uroczyste wieczornice z okazji rocznic narodowych, wystawiała sztuki o treści patriotycznej, prowadziła chór, dziecięce zespoły artystyczne. W szkole przepracowała ponad 50 lat, zdolną młodzież kierowała na dalszą naukę udzielając pomocy materialnej. Szczególną aktywność wykazała w okresie obu wojen światowych. Podczas II Wojny Światowej prowadziła tajne nauczanie, pracowała w polskiej organizacji konspiracyjnej, była sanitariuszką i sekretarką Rady Głównej Opiekuńczej, członkiem AK.
W czasie II Wojny Światowej przechowywała przez pewien czas u siebie w domu księżnę Annę Lubomirską z Charzewic, zagrożoną aresztowaniem.

... zawsze pociągała swym przykładem, śmiało można do niej zastosować słowa - ”Jak się modli to z przejęciem, A co czyni, czyni święcie...”
Hasłem jej życia było i jest - ”pokój i dobro”, praktycznie stosowała w życiu franciszkańskie ubóstwo. Wszystko rozdawała na rzecz studiującej młodzieży z Pysznicy.

W centrum wsi, w miejscu gdzie stał jej dom stoi kamień upamiętniający tę niezwykłą postać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wspomnienia uczniów

Czytałam w Internecie informacje o Pani Marii Wandzie Bourdon i oceniam całą witrynę napisaną przez Panią za wiernie oddającą charakterystykę i zdolności wspomnianej nauczycielki.

Przy tej okazji odsłoniły się w mojej pamięci lata szkolne 1939-45 r zajęcia prowadzone przez Panią Marię Wandę Bourdon. Lubiła swoją pracę z dziećmi i robiła nam różne niespodzianki. Przypomniał mi się dzień Św. Mikołaja w 1939 r., gdy Pani Bourdon wprowadziła dzieci do klasy, a na każdej ławce przed każdym uczniem leżało ciastko. Byliśmy bardzo zaskoczeni i bardzo szczęśliwi. Tę reakcję obserwował ks. Szubarga ( wikary parafii), który został również poczęstowany ciastkiem. Pani M.W. Bourdon zapoznawała nas z historią naszej wioski. Często wyprowadzała nas nad rzeczkę, która płynie obok szkoły ( drewnianej ) i kościoła. Mówiła, że rzeczka ta nazywa się Pyszenka i stąd pochodzi nazwa Pysznica.

Miała piękny głos i ładnie grała na skrzypcach i organach. Zastępowała często chorego organistę. Bardzo lubiłam swoją nauczycielkę. Chętnie po lekcjach chodziłam z Nią po mleko na plebanię, a potem wracałyśmy do jej domu aby grać na pianinie. Za naukę tę nie płaciłam. W zimie często lekcje odbywały się w jej domu w dużym pokoju skromnie urządzonym z regałami wypełnionymi książkami. Pamiętam dobrze lekcje z przyrody o ruchu powietrza przy zapalonej świecy. Była wielką patriotką, w czasie okupacji przyciszonym głosem śpiewaliśmy całą klasą pieśni patriotyczne. Były to pieśni często o Wilnie i o Lwowie. Pani Bourdon uczyła nas również szycia, haftu, cerowania i innych rzeczy niezbędnych w codziennym życiu.

W szóstej klasie, tuż po wojnie ( 1945 r.) dowiedzieliśmy się o naborze do gimnazjum. Po naleganiu P. Bourdon postanowiłam wraz z innymi koleżankami i kolegami ( Stefania Krakowska, Władzia Haliniak z Podborku - nazwiska panieńskie, Józek Surowaniec z Olszowca ) startować. Złożyłam dokumenty i zdawałam egzamin w Gimnazjum w Nisku. Gdy wróciłam do domu zastałam w nim moją ukochaną Nauczycielkę. Czekała na mnie, była bardzo ciekawa, czy zdałam egzamin i czy zostałam przyjęta. Wspólnie cieszyłyśmy się z pomyślnego egzaminu. Ja wówczas mocno uściskałam Ją i podziękowałam za dobre przygotowanie mnie do egzaminu. Wiem z opowiadań, świadczących o dobrym sercu i wielkoduszności Pani Bourdon, że opłaciła naukę chłopca z Sudołów, którego widywałam później odwiedzającego P. Bourdon wraz z żoną. Pamiętam również o udzieleniu korepetycji z j. angielskiego kilku osobom wyjeżdżającym do Stanów Zjednoczonych.

W mojej pamięci zachowałam Panią Bourdon jako mądrą, dobrą i skromną osobę, godną naśladowania. Z wielkim wzruszeniem oglądam świadectwo z pierwszej klasy szkoły podstawowej z 1940 r. zrobione na powielaczu, własno ręcznie pisane ( w czasie wojny nie było druków ) Miała bardzo ładny charakter pisma. Pamiętam dokładnie Jej wygląd, w okularach siwe włosy z przedziałkiem pośrodku zaczesane do tyłu i splecione w dwa warkocze i upięte szpilkami w ósemkę. W chłodne dni ubrana była w beżowy sweter i granatową spódnicę za kolana do kościoła chodziła w brązowym płaszczu z małym rudym kołnierzem i kapeluszu. Będąc już mężatką i posyłając swoich synów do szkoły z kwiatami na Dzień Nauczyciela i zakończenie roku szkolnego , zawsze wówczas myślałam o mojej Wielkiej Nauczycielce. Z tymi moimi myślami podzieliłam się z ks. Szubargą na cmentarzu przy grobie mojej wspaniałej nauczycielki.

Uważam, że dzięki mojej mądrej nauczycielce, która pokierowała moim wykształceniem spotkał mnie lepszy los, lepsze życie. Szczęśliwie wyszłam za mąż, mogłam pracować umysłowo, wychować i wykształcić synów i cieszyć się ich dorobkiem. A najdumniejsza jestem ze swoich kochanych wnuczek. Mieszkam w dużym mieście Wrocławiu, pięknym i pełnym zabytków, ale myślami wracam do lat dziecinnych , do mojej rodzonej, kochanej Pysznicy. Synowie kochają też Pysznicę, stąd zainteresowanie w Internecie tym tematem. Zasyłam moc pozdrowień dla Pani i wszystkich znajomych.

Bieniek Emilia z domu Ziarno
Dawny adres ul. Wolności 215