Księga gości

Wladyslaw Moskal

2012-09-11 22:50:50

Tadeusz, wpisz w wyszukiwarke ponizej logo Gminy Pysznica slowo "kulasa", a znajdziesz moj opis kulasy. Przepis jest bardzo prosty i ciemna make pszenno razowa mozna tez kupic . Na litr osolonej, wrzacej wody wsypuje sie szklanke maki ciagle mieszajac azdo zagotowania. Przepis jest w Google pod haslem; kulasa z mąki razowej. Z maki tortowej i slodkiej wody, mozna miec namiastke budyniu. Pozdrawiam.

Wladyslaw Moskal

2012-09-06 22:40:27

Glowna osoba mojego wpisu z 2012-06-26 byl Jozef Kara przydomku Sajur. Patrzac na ta fotografie, stoi on nad kleczacym mezczyzna z orderami -tak go pamietam. Link do fotografii; http://www.pysznica.pl/oldphoto/photo/oldphoto_id/210

Tadeusz Brak

2012-09-01 01:13:32

Pozdrowienia dla wszystkich w Pysznica mam prosbe czy ktos moze wie jak sie gotuje kulase to bym bardzo prosił czy by mógł recepte wyslac na mój E-Mail adres bardzo dziekuje jet2@charter.net

Wladyslaw Moskal

2012-08-14 19:31:09

Lan Jestalowski w Jastkowicach - wspominalem o nim 2012-05-03. Wedlug odpisu Ksiedza Profesora W.Gaja-Piotrowskiego z "Lustracji krolewszczyzn w 1744" gospodarzyli na tym lanie; Jan i Jozef Jestal na 3 zagonach, Franek Jestal na 2,Szymon Ludian na 1, Tomasz Skrzypek na 3, Jendrzej Wolanin na 4, Mikolaj Skrzypek na 2, Bartosz Listwan ?[moze Lichwiarz] na 1 i wdowa bez nazwiska na 1. Wedlug tlumaczonego z laciny przez Ksiedza Profesora "Przywileju z 1754 r " dotyczacego Jastkowic,Krol August II sklania sie, aby uczciwi Franciszek Syp, Marcin Pelic, Kazimierz Skrzypek i Jakub Byk, zachowali prawo do gruntow w Wybranieckim Lanie Jestalowskim. Z tego wynika, ze skoro byli wybrancy, zostali nazwani uczciwymi w przywileju, to juz trudnili sie zawodami nabytymi podczas sluzby wojskowej - np. kowal, ciesla, kolodziej itp. W tym okresie czasu w Polsce, uczciwymi nazywano rzemieslnikow, nie zrzeszonych w cechu miejskim, ale uczciwie wykonujacych swoj zawod na wsi. Innych, nie zrzeszonych w cechu miejskim, zwano partaczami.

Wladyslaw Moskal

2012-08-14 19:30:09

Lan Kusiowski w Jastkowicach - takze wspominalem o nim 2012-05-03. Wedlug odpisu Ksiedza Profesora, w 1744 caly lan nalezal tylko do soltysa Kusiowskiego. Ale wg "Przywileju" z 1754, Krol August II sklania sie, aby uczciwi Sobiestyn, Kazmierz, Matiasz Kusiowscy i Kazmierz Hnyczek zachowali prawo do gruntow w Wybranieckim Lanie Kusiowskim. Kiedys, kiedy na lawce przed sklepem siedzial strszy wiekiem Kusiowski [ktory mial gospodarstwo u nasady walu przeciwpowodziowego] powiedzialem do niego "dzien dobry panie Kusiowski". Usmiechnal sie i odpowiedzial tak - " dziecko, kiedys Kusiowscy to byli panami w Jastkowicach, ale juz nie sa". Prwdopodobnie byl to potomek ostatnich soltysow krolewskich w Jastkowicach.

Wladyslaw Moskal

2012-08-14 19:28:39

Lan Soltysi w Jastkowicach w 1744. Wedlug odpisu Ksiedza Profesora, oprocz Wybranieckiego Lanu Kusiowskiego, bedacego w posiadaniu soltysa Kusiowskiego, istnial Lan Soltysi, na ktorym gospodarzyli majac 2 zagony Jan Kist, Jan Bigas, Pawel Wolanin, Ludwik Szczepankiewicz, Macieja Listwarz [moze Lichwiarz], oraz wdowa Gorazdzina [Gorazda] na 3, Stach Gorczyca - Kubal na 1, Tomek Woloszyn na 3, Jan Syp - Mlody na 3, Pawel Gzul na 4, wdowa Malecka [Malek] na 3 i takze Wojtek i Adam Lipkowie na 8, bedac rownoczesnie karczmarzami. 5 zagonow lezalo pustych. Z powyzszego wynika, ze rodzina slotysow Kusiowskich, traktowala Wybraniecki Lan Kusiowski jako wlasny, obdzielajac wychodzace corki za maz, zagonami w Lanie Soltysim. Byc moze czesc posiadaczy zagonow, mogla byc potomkami starszych soltysow, zanim doszli do wladzy Kusiowscy.

Wladyslaw Moskal

2012-07-06 00:42:14

Moj tato - Jozef Moskal, kiedy dziadek Andrzej Moskal, nie pozwolil mu uczyc sie dalej, majac 16 lat, uciekl z domu. Zatrudnil sie jako woznica u Dyrektora Lasow Panstwowych w Rzeczycy. Tam pracujac, uzupelnil wyksztalcenie i pozniej ukonczyl 4-letnia, Zimowa Szkole Rolnicza w Mokrzyszowie k/Tarnobrzegu. Wtedy wrocil do Jastkowic i zaczal prowadzic sklep Kolka Rolniczego [ po wojnie byl tam sklep lub mleczarnia]. W miedzyczasie, w Mokrzyszowie ukonczyl kursy handlowe i tam poznal nasza mame, ktora byla na kursie przedszkolanek. Tato jako zawod podawal; kupiec-rolnik. W latach powojennych, dobra wspolpraca z agronomem [chyba z Charzewic] opiekujacym sie Jastkowicami i dobre wyniki taty na wystawach rolniczych w Tarnobrzegu, spowodowaly, ze tato i takze cale Jastkowice, dostawali wiekszy przydzial nawozow sztucznych, niz inne wioski w gminie Charzewice, gdzie duzo bylo chlopo-robotnikow pracujacych w Stalowej Woli. Mialo to duze znaczenie dla rolnikow z Jastkowic, w czasach kiedy istnialy obowiazkowe dostawy produktow rolnych. Przy lepszym nawozeniu niezbyt urodzajnych gleb, wiecej rolnicy mieli dla siebie, po oddaniu obowiazkowych dostaw. Nawozy odbierali rolnicy osobiscie z magazynu w Rozwadowie, ktory byl przy rynku i torach, naprzeciw murow klasztornych.

Wladyslaw Moskal

2012-07-05 18:34:31

Rok 1950. Mama byla zajeta mala, mlodsza siostra Danusia, a tato wyjezdzajac w pole, polecil mnie i mojej siostrze Eli, wybrac z ustawionych na podworku snopkow, pszenice o najwiekszych klosach i najdluzszej slomie. Przy ciaglym narzekaniu Eli, ze mam wiecej wybranej, ladniejszej pszenicy, usmierzylem te narzekania w prosty sposob. Ustawilem deske miedzy pustakami, do czola deski rozlozylem scieta czescia dwa snopki pszenicy, a 50 cm od deski, ulozylem tyczke. To ulatwilo nam wybieranie najdluzszej i najdorodniejszej pszenicy, a Ela miala wszystka wybrana w ten sposob pszenice na swoim koncie. Kiedy tato wrocil do domu, byl zdumiony, z jak duzej ilosci snopkow Wybralismy dorodnej pszenicy. Wykorzystal ten sposob w nastepne dni i po dodatkowej selekcji dlugosci klosow [=ilosci ziarn w klosie pszenicy], mial wystarczajaca ilosc snopkow na Dozynki=Swieto Plonow i Wystawe Rolnicza w Tarnobrzegu. Zdobyl wtedy tato pierwsze miejsce, a w nagrode dostal jalowke o imieniu Basia, rasy czerwonej, polskiej, z wysoka zawartoscia tluszczu w mleku. Potomstwo Basi, takze cechowalo sie tlustym mlekiem. Smietane wspominam do tej pory.

Wladyslaw Moskal

2012-06-26 20:27:33

Jozef Kara - Sajur, kiedys jastkowski "Strong Men". 8 lipca bedzie Charytatywny Piknik w karczmie Zacisze, gdzie jednym z punktow programu bedzie konkurs na jastkowskiego Strong Mena. A jak kiedys wygladaly takie zawody ? Okolo 1954-1955 moj tato prowadzil rerstauracje i w jesienne, dlugie wieczory, czasem zbieralo sie kilu/kilkunastu piwoszy dla ktorych atrakcja byly zawody na najsilniejszego w tej grupie. Zawody polegaly na podniesieniu jedna reka za krawedz, bez kolysania, pustej, drewnianej, 25 litrowej beczki po piwie na druga 25 l. beczke. Kto nie podniosl, wplacal pod duzy kufel piwa ustalona stawke. Kiedy bylo wiecej zawodnikow, ktorzy podniesli mala beczke, zawody kontynuowano, ale z 50 l. beczka, ktora mozna bylo kolysac i sprytnie uchwycic moment, aby jedna reka postawic ja na drugiej beczce. Jesli i w tym konkursie bylo 2 lub wiecej zwyciezcow, trzeba bylo w nastepnym postawic pelna, 50 l. beczke piwa, kolyszac nia dwoma rekoma i uzywajac lokci, sprytnie podniesc i postawic na drugiej beczce. Z reguly wygrywajacym takie zawody byl Jozef Kara [ur.1922 - zm.1992] z Wolki, przydomku Sajur, inkasujac pieniadze z zakladu i...kufel piwa. Byl tez bardzo dobrym siatkarzem, a boisko do siatkowki w Jastkowicach, bylo prawie w tym miejscu, gdzie teraz stoi remiza strazacka.

Wladyslaw Moskal

2012-06-20 02:27:59

Bylem na spotkaniu z autorem ciekawych ksiazek i bardzo polubilem jego forme prowadzenia spotkania przeplatanego anegdotami. Oto moja opowiesc o latach 1948-1952, kiedy moj tato za zyto z pola pod Ruda, na powiatowych dozynkach w Tarnobrzegu zdobyl pierwsze miejsce. Zaskakujaca nagroda byl mlody kozi samiec [= cap] rasy kaukaskich koz dlugowlosych. Byl to specjalny dar jakiegos kolchozu z Kraju Rad dla polskich rolnikow, w celu rozpowszechnienia tej rasy koz w Polsce. Koz w okolicy Jastkowic nie bylo, ale cap kiedy byl mlody, byl milym towarzyszem zabaw na podworku. Kiedy podrosl, popelnil jeden mezalians z koza z ul. Brandwickiej w Rozwadowie. Skonczylo sie na skardze wlasciciela kozy, ze ma teraz kozy-straszydla i wiecej nie skorzysta z uslug naszego capa. Z czasem cap nabral zlych nawykow, stal sie pobudliwy i beczenie dzieci wracajacych ze szkoly, uwazal za wyzwanie do walki na rogi, a mial je coraz dluzsze. Kiedy stal sie naprawde niebezpieczny, skonczyl swoj zywot, nie zwiekszajac poglowia koz w okolicy. Z capiego tluszczu rodzice zrobili mydlo [czy ktos jeszcze wie jak sie robi domowym sposobem mydlo ?], miesem i koscmi obzeral sie nasz pies i psy sasiadow, a wyprawiona skora, jak koldra ogrzewala nasze nogi w zimie, w czasie jazdy saniami. W nastepnej anegdotce opowiem, jak wygralismy krowe na dozynkach.

Zobacz także

BIP

epuap

dziennik ustaw

monitor polski

dziennik urzedowy